24.07.2007
Wieża Babel

fot. Getty Images/FPM
Choć w Indiach ponad dwadzieścia języków jest uznawanych za oficjalne, krajowi udaje się unikać konfliktów na tle lingwistycznym. Dla ułatwienia władze centralne komunikują się z wieloma stanami po angielsku.
Mieszkańcy Delhi nie wierzyli własnym uszom, kiedy prezydent Indii Abdul Kalam podczas uroczystości upamiętniającej 150. rocznicę pierwszej wojny o niepodległość (powstania Sipajów przeciwko władzy brytyjskiej – przyp. Onet) po raz pierwszy przemówił w hindi. Choć jest to pierwszy język oficjalny kraju i mówi się nim w stolicy, przez pięć lat urzędowania Abdul Kalam zawsze przemawiał po angielsku – w mowie kolonizatorów, wciąż będącej drugim językiem oficjalnym. Wynika to z faktu, że Kalam pochodzi z Tamilnadu, regionu na południu kraju, dumnego z własnego języka, tak różniącego się od hindi, jak hiszpański od arabskiego. Stan ten od lat 30. walczy o to, aby używany na północy hindi nie zdominował całego kraju.
Konstytucja z 1950 roku przewidywała, że w latach 60. hindi stanie się jedynym językiem oficjalnym kraju. Lecz w 1965 roku silna opozycja na południu doprowadziła do tego, że angielski utrzymał swój oficjalny status w całym kraju. Ten niby tymczasowy stan wciąż trwa, sine die. Władze w Delhi porozumiewają się po angielsku ze stanami, gdzie hindi nie jest językiem oficjalnym, a takich jest większość. Angielski jest też jedynym językiem używanym w sądach najwyższych. Warto wspomnieć, że indyjski boom w informatyce i telekomunikacji zrodził się właśnie w trzech południowych stanach, które postawiły na nauczanie własnego języka oraz angielskiego kosztem hindi. (...)
Indie są kontynentem samym w sobie – banknoty tego kraju zawierają napisy w 15 językach i około 10 alfabetach. Struktura lingwistyczna nie jest jednak zamknięta. W ciągu ostatnich 15 lat wiele języków, na przykład konkani czy manipuri, uzyskało status oficjalnych w swoim stanie, zwiększając listę uznawanych języków do ponad dwudziestu.
Historyk Ramachandra Guha przypisuje zaskakującą integralność terytorialną Indii federalizmowi i ochronie zróżnicowania językowego. Nie bez znaczenia jest też istnienie Bollywood z filmowymi piosenkami w hindi, nuconymi w całym kraju. Kontrastuje to z sytuacją u takich sąsiadów, jak Pakistan, który stracił swoją zachodnią połowę – obecnie Bangladesz – głównie z powodów językowych i wciąż jest nękany sporami etnicznymi. Podobnie było na Sri Lance, gdzie próba narzucenia języka syngaleskiego w północno-zachodniej części wyspy, zamieszkanej przez Tamilów, doprowadziła do przelewu krwi w całym kraju.
Rząd Indii nie miał trudności w latach sześćdziesiątych z ponownym nakreśleniem granic państwa według kryteriów lingwistycznych. I pomimo tak dużego zróżnicowania w tej sferze niemal nie wykorzystuje się języków jako broni politycznej. Nie zwrócono nawet większej uwagi na to, że prezydent nagle przemówił w hindi. Abdul Kalam, który cieszy się wielką popularnością, jest przedstawicielem mniejszości w dwojaki sposób – jako Tamil i muzułmanin, chociaż stanowisko prezydenta zawdzięcza swemu statusowi ojca indyjskiej bomby atomowej. Zresztą w Indiach każdy należy do jakiejś mniejszości. Osoby używające hindi stanowią nie więcej niż jedną trzecią ludności, liczącej miliard sto milionów mieszkańców.
Ze swej strony użytkownicy języków drawidyjskich – tamilskiego, telugu, kannara i malajalam – którymi mówi mniej niż jedna czwarta ludności, twierdzą, że są one równie, a nawet bardziej indyjskie niż inne, ponieważ ich przodkowie posługiwali się nimi już wtedy, kiedy sanskryt dotarł do Indii wraz z inwazją Ariów. Zwłaszcza Tamilowie chlubią się kultywowaniem swego języka, alfabetu i literatury od ponad dwóch tysięcy lat. Z kolei z sanskrytu wywodzi się hindi i większość języków używanych na północy kraju, takich jak bengalski, marathijski, gudźaracki czy pendżabski, którymi mówi kilkadziesiąt milionów osób. W przypadku hindi niektóre z jego trzynastu dialektów są tak różne, że w końcu uznane zostały za odrębne języki. Stało się tak na przykład w przypadku maithili, używanego w stanie Bihar.
La Vanguardia / Jordi Joan Banos
Zobacz pozostałe »
Dodaj komentarz