05.07.2007
O tym, jak wojewoda zamknął muzeum

fot.
To, że demokracja wygląda w Polsce, jak wygląda, jest zasługą między innymi tego, że przez lata komuniści skutecznie pozbawiali nas wiedzy i świadomości obywatelskiej. Szybko okazało się, że po transformacji również było wszystkim na rękę ogłupiać społeczeństwo. Mimo to uchowała się jedna forma, która skutecznie broni swojej racji. Są to wybory samorządowe na najniższym szczeblu, do rad gmin i małych miasteczek, gdzie wszyscy się znają i głosują bezpośrednio na człowieka, a nie na partię, jaką rzekomo reprezentuje. Tam walka jest najbardziej zacięta, a frekwencja bardzo wysoka.
Niestety, niedawno w naszym województwie stała się rzecz, która mnie bardzo zaintrygowała. Do tej pory nie mogę rozgryźć dlaczego tak się stało, że wybory uzupełniające do tychże rad w dwóch nadmorskich kurortach Zachodniopomorskiego (Mrzeżynie i Niechorzu) zostały zorganizowane w trakcie sezonu letniego, dokładnie w niedzielę 1 lipca? Decyzję o terminie wydał pan Wojewoda Robert Krupowicz w zarządzeniu z 23 kwietnia 2007 roku.
Jaki był tego cel i jakie uzasadnienie, nie wiem. Karkołomność tego pomysłu była olbrzymia i to z kilku powodów. Podstawową trudnością było znalezienie lokali, gdzie można byłoby przeprowadzić głosowanie, gdyż nad morzem każdy sensownej wielkości budynek zamienia się w lokal goszczący turystów. W głębi kraju szkoły pustoszeją, ale nad morzem przeciwnie! Prowadzone są w nich kolonie, zaś z sal gimnastycznych korzystają zorganizowane grupy wczasowiczów. W Niechorzu ucierpiała na tym kultura, gdyż jedynym miejscem spełniającym wymogi komisji wyborczej było muzeum. Ciekaw jestem, co powiedziałby pan wojewoda tym ludziom, którzy klęli na czym świat stoi, że nie mogą zwiedzać ekspozycji, bo akurat garstka ludzi musi przygotować jakieś głosowanie? Pogoda nie była rewelacyjna, więc turyści siłą rzeczy szukali miejsc, gdzie można było uciec przed nudą. Muzeum okazało się zupełnie nie przydatne.
Inny problem to obwieszczenia wyborcze, które zwykle są widoczne z daleka, teraz tonęły w kolorowej masie przeróżnych plakatów wszelkiego rodzaju uciech oferowanych turystom w nadmorskich kurortach. O ile jeszcze obwieszczenia mogły przykuwać uwagę swoją surowością barw (są czarno-białe), o tyle o plakatach wyborczych kandydatów, można było zapomnieć. Rozwiązaniem było jedynie chodzenie przez kandydatów od drzwi do drzwi. Większość odwiedzanych zupełnie nie wiedziała, że są jakieś wybory! A chyba nie o to chodzi, żeby je utajniać?
Mieszkańcy nad morzem są latem skupieni na zarabianiu pieniędzy, nie oszukujmy się, i głosowanie w lipcu mieli głęboko w poważaniu, stąd frekwencja w Mrzeżynie na przykład nie przekroczyła 9%.
Zachodzę w głowę, po co były te wybory? Czy tylko po to, aby je odbębnić? Jeśli tak, to wyjdzie na to, że ta demokracja jest tylko kulą u nogi. Wynik uzyskany przy takim zainteresowaniu jest wynikiem ważnym, ale wypaczonym. Czy naprawdę nie można zrobić nic, aby wybory były przyjazne dla normalnych ludzi?
Nie posądzam pana Wojewody, że specjalnie wyznaczył wybory na taki termin, choć wcześniej mówiło się o terminie czerwcowym a nie lipcowym. Nie zmienia to jednak faktu, że pan Krupowicz wpłynął na wynik wyborów, a także doprowadził do zamknięcia muzeum, przez co ucierpieli nie tylko turyści, czy mieszkańcy. Przede wszystkim bowiem ucierpiała kultura, bo przegrała z polityką zza biurka.
Autor: Przemysław Łonyszyn
Zobacz pozostałe »
Dodaj komentarz