21.01.2009
Bezpieczna Prędkość...

fot.
Dzięki umożliwieniu władzom samorządowym karania kierowców mandatami, wyrosło u nas fotoradarów, jak grzybów po deszczu. Ale nie tylko w Polsce. To samo zjawisko dotknęło wiele państw, gdzie udzielono samorządom podobnych uprawnień. W każdym z tych państw urządzenia te stały się jednak swego rodzaju alibi dla władz. Mają zapewniać bezpieczeństwo w miejscach, gdzie zabrakło decyzyjności, lub pieniędzy, aby wybudować bezpieczne drogi (np. obwodnice, skrzyżowania większe i z bezkolizyjnym ruchem). Niestety pieniądze uzyskane z mandatów nie idą na poprawę infrastruktury drogowej. Czy jednak fotoradar jest rozwiązaniem korzystnym dla którejkolwiek ze stron (poza władzą oczywiście)?
Brytyjska fundacja Safe Speed (Bezpieczna Prędkość) ujawniła, że według badań przeprowadzonych w latach 2005-2007 fotoradary nie spełniają swoich oczekiwań. Ilość wypadków wcale się nie zmniejszyła, wręcz przeciwnie. Spadkowi uległ jedynie ciężar skutków wypadków, a i tak trudno przypisać to jedynie tym urządzeniom, gdyż z roku na rok po drogach jeżdżą bezpieczniejsze samochody; poprawie uległa także infrastruktura drogowa w badanych miejscach. Wykazano zmniejszenie prędkości pojazdów w bezpośrednim pobliżu fotoradaru, ale szło ono w parze z pojawieniem się nowych zagrożeń. Gwałtowne hamowanie, co przy większym natężeniu ruchu powodowało najechanie na tył poprzedzającego pojazdu, oraz skupianie przez kierowców uwagi nie na drodze, ale na poboczu, w celu dostrzeżenia „fotografa na kurzej nóżce”.
Droga wyjazdowa z Wrocławia w kierunku Warszawy. Piękna, dwupasmowa szosa, usłana fotoradarami, bo ktoś poprowadził drogę szybkiego ruchu przez malutkie wsie. Redukcja prędkości ze 110 km/h o ponad 50% a następnie szybkie przyspieszanie, powodują ogromne zanieczyszczenie powietrza w miejscowości.
Na alarm biją też ekolodzy, fotoradary i progi spowalniające powodują gwałtowny wzrost stężenia dwutlenku węgla oraz metali ciężkich. Gwałtowne hamowanie przez tymi urządzeniami, a następnie gwałtowne przyspieszanie, powoduje zwiększenie emisji spalin.
Progi spowalniające, bardzo u nas popularne, są sukcesywnie eliminowane z krajobrazów miejskich w krajach zachodnich. W Niemczech od lat popularne są szykany, które powoduję ograniczenie prędkości na znacznie dłuższym odcinku, niż próg, a także powodują bardziej płynne pokonywanie przeszkody, przez hałas i zanieczyszczenie środowiska jest mniejsze, niż w przypadku progów.
Naukowcy prowadzą obecnie badania nad inteligentnymi progami spowalniającymi, które reagowałyby na prędkość nadjeżdżającego pojazdu. Jeśli jest ona prawidłowa, wówczas próg sam się chowa. Jeśli nieodpowiednia, to próg pozostaje na miejscu i karze krnąbrnego kierowcę typowym „podskokiem”.
Celem działań fundacji Safe Speed, ekologów, czy naukowców jest ograniczenie prędkości pojazdów w sposób naturalny, a nie gwałtowny. Bezpieczeństwo ruchu drogowego, to proces niezwykle złożony i gwałtowna, nieprzemyślana ingerencja w ten proces przynosi po pewnym czasie negatywne konsekwencje. To jakby młotem pneumatycznym próbować naprawić zegarek na rękę.
Fundacja Safe Speed, aby było jasne, jest absolutnie przeciwna nadmiernie szybkiej jeździe. Oprócz wykorzystywania nowoczesnej techniki w celu zwiększenia bezpieczeństwa na drogach, postuluje także prace nad podniesieniem świadomości i umiejętności kierowców. Utrzymywanie odpowiedniego odstępu między pojazdami, dostosowanie prędkości do warunków atmosferycznych, planowanie z wyprzedzeniem wszystkich manewrów na drodze – to tylko niektóre z czynności, o których dawno już większość kierowców niestety zapomniała.
W dzisiejszych czasach, gdy tempo życia ludzi jest z roku na rok coraz szybsze, sprawne poruszania się po drogach jest taką samą koniecznością, jak załatwianie potrzeb fizjologicznych. Kto tego nie rozumie, ten staje się zagrożeniem dla społeczeństwa. Dlatego pojawiają się na świecie instytucje, wsparte wiedzą naukową, które propagują systemowe rozwiązania korzystne na wielu płaszczyznach, aby kierowcy mogli poruszać się po drogach szybko, ale i bezpiecznie. Stawianie fotoradarów z przeświadczeniem, że jest to lek na całe zło, wydaje się być przejawem głębokiej odporności na wiedzę - przynajmniej w tych przypadkach (czyli w zdecydowanej większości), gdy ustawianie tych urządzeń konsultowane było z naukowymi autorytetami w kwestiach natury ruchu drogowego.
Przemysław Łonyszyn
Zobacz pozostałe »
Dodaj komentarz