05.01.2009
Plama, której nie da się uprać

fot.
Większość z nas w zasadzie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo jest manipulowana przez media, głównie telewizji. Zostaliśmy tak otumanieni, że nie potrafimy dokonywać świadomych wyborów. Poprawka – dokonujemy wyborów, zupełnie nie uświadamiając sobie, że czynimy to wbrew sobie, wbrew logice, wbrew zdrowemu rozsądkowi. I nie mam tu na myśli wyborów politycznych. To znaczy nie tylko.
Zostaliśmy tak otumanieni, że nie zdajemy sobie sprawy z odpowiedzialności, jaką niesie za sobą nasz głos. Świat śmieje się z naszych polityków, a my na to nie potrafimy zareagować, bo niby co oni tam wiedzą. W weekend Polacy wybrali najlepszego sportowca 2008 roku i został nim czwarty zawodnik świata. Został uznany lepszym od kilkudziesięciu medalistów Igrzysk Olimpijskich i mistrzostw świata. Dlaczego, bo mało brakowało, a byłby trzeci i też miałby medal. Jak się nas zapyta ktoś zza granicy, kto był najlepszym polskim sportowcem w roku 2008? Co odpowiemy? Robert Kubica. Obcokrajowiec zareaguje – „Ach, to ten co w tym roku zajął czwarte miejsce. Biedaczek. Niewiele mu zabrakło, a coś by osiągnął w tamtym roku.”
Nie chodzi o to, że mamy się sugerować opiniami ludzi z zewnątrz, ale jeśli sami nie jesteśmy w stanie odróżnić prawdy od blichtru, to może taki głos rozsądku jest potrzebny. Aż strach pomyśleć, co się będzie działo w przyszłości. Bez względu na osiągane wyniki, Robert Kubica ma zagwarantowane miano najlepszego sportowca Polski przez najbliższe kilkanaście lat (a przynajmniej tak długo, aż telewizja będzie chciała pokazywać Formułę 1). Szewińska, Małysz, czy inni wielcy polscy sportowcy, aby być tymi najlepszymi, musieli stać się niemal maszynami do wygrywania. Kubicy wystarczyło, że stał się maszyną do... przegrywania. Przegrywania po ambitnej i emocjonującej walce (bo na więcej nie pozwalał mu bolid), ale przegrywania. Wygrał tylko raz, w Kanadzie, na kilkanaście startów. To tak samo, jak polska reprezentacja piłkarska, która też wygrała tylko jeden ważny mecz, z Czechami. Ale polskich piłkarzy jakoś nie widzę w dziesiątce najlepszych.
Jesteśmy narodem, który hołubi porażki. Wolimy piękne klęski – Kubica stracił medal w ostatnim wyścigu, choć przez cały rok tak pięknie walczył – niż triumfy. Wolimy widzieć siebie w roli męczenników i ciemiężonych, niż jako zwycięzców. Co w tym złego? Ano to, że przez wciskanie tych głupot przez stulecia (vide: Adam Mickiewicz) naród mający tylu inteligentnych, pracowitych i zaradnych ludzi, nie potrafi sobie wyrobić na świecie marki, na jaką zasługuje. Właśnie dlatego setki miliony młodych Polaków, mających dość tłamszenia ich talentów, musiało wyemigrować. To nie jest tylko emigracja za chlebem, ale za szansą bycia docenionym za to, czego się dokonało, a nie za to, czego dokonać się nie udało. Właśnie dlatego wyjechali ci najlepsi, najbardziej zaradni, najbystrzejsi. Leserzy zostali w kraju i budują nową Polskę. Strach się bać!
Żeby było jasne, nie krytykuję tutaj Roberta, który robi swoje, najlepiej jak potrafi. I za to mu chwała. Krytykuję tych, którzy nierozważnie oddali swój głos deprecjonując tym samym rangę plebiscytu z 70-letnią tradycją, deprecjonując tym samym osiągnięcia wybitnych sportowców, którzy ten plebiscyt wygrywali, a którym Robert Kubica wciąż jeszcze może co najwyżej kłaniać się w pas. Tylko, że boję się, że zrozumieć to może tylko, ktoś kto uprawiał sport. Kto znosił miesiące wyrzeczeń utrzymując rodzinę za głodowe stypendia. Śmiem twierdzić, że Kubica mógłby spokojnie za swoją miesięczną pensję wypłacić roczne stypendia pozostałym z „dziesiątki” Przeglądu Sportowego i jeszcze by mu zostało.
Nawet jeśli Robert w 2009 roku zostanie mistrzem świata, czego mu gorąco życzę, to i tak nie zmaże piętna bycia tym, który nieumyślnie przyczynił się do najbardziej żenującego wydarzenia w historii polskiego sportu. Nie zmaże, bo jego dyscyplina nigdy nie będzie dyscypliną olimpijską, a medalu olimpijskiego nie da się porównać w sporcie z niczym. Tak samo jak BMW nigdy nie będzie Ferrari, a Mercedes Rolls-Roycem. I miłośnikom motoryzacji (przynajmniej tym prawdziwym), nie muszę tłumaczyć dlaczego. Ale też im nie muszę raczej tłumaczyć, dlaczego wybór Kubicy jest hańbą dla polskiego społeczeństwa!
Przemysław Łonyszyn.
Zobacz pozostałe »
Dodaj komentarz