Fascynujące czasami jest, gdy się spojrzy jak strasznie materialny stał się współczesny świat. Fascynujące i żałosne czasami. Niedawno dowiedziałem się, że ważniejsze jest nie to, że jeden piłkarz nie potrafi strzelić gola z kilku metrów w dogodnej okazji, ale to, że kiedyś tam jeden klub zapłacił za niego drugiemu ponad 50 milionów euro. Ważniejsze podobno dla czytelników, bo dla mnie akurat nie. Prawdę powiedziawszy jest mi wstyd w ogóle mówić o kwotach transferowych, bo to nic innego jak akceptacja handlu żywym towarem.
Kiedyś statek z niewolnikami przywoził na Stary Kontynent albo do Stanów Zjednoczonych kilkaset osób, które potem były sprzedawane do pracy. Właściciele potem takimi niewolnikami handlowali miedzy sobą. A jak było potrzeba kolejnych wyrobników, to znów czekano na kolejny transport z Afryki lub Południowej Ameryki.
We współczesnym futbolu jest podobnie. Kluby handlują miedzy sobą zawodnikami jak niewolnikami. A gdy nie starcza własnej siły roboczej, lub nie ma takowej dostępnej na rynku, to czeka się na transport ze wspomnianych wyżej kontynentów. Głównym źródłem piłkarskich niewolników jest Brazylia i Nigeria, ale jest parę innych krajów skąd można wziąć tanią siłę roboczą. Możny, biały pan kupi takiego niewolnika za grosze, a potem sprzeda za grube miliony.
Czy ktoś zadał sobie pytanie, ile głodujących dzieci w Afryce można by nakarmić za te 50 milionów euro, które niewiadomo jakim prawem jeden klub zapłacił drugiemu? Podobno prawem własności. Ale prawo własności do człowieka nie istnieje, chyba że wróciło niewolnictwo. Tak więc biały człowiek znów wymyślił własne prawo, które pozwala mu obracać ogromnymi sumami. A inni umierają z głodu!
Ale media nie fascynują się tymi umierającymi. One wolą pisać o wielkich sumach, bo miarą wielkości zawodnika stała się kwota, za jaką trzeba go kupić. Nikt nie reaguje na słowa, że ten człowiek świetnie strzela, drybluje, główkuje. Nie! Ale jak się powie, że kupiono go za 50 milionów dolarów, to wówczas cały świat rozpływa się w głosach podziwu, a gazeta sprzedaje się wspaniale. Właśnie tak postrzegał nasz świat Mały Książe. I miał rację.
A mi się czasami „rzygać” chce, jak czytam o tych wszystkich pieniądzach. Niewolnictwo już zniesiono, a my oficjalnie, zgodnie z prawem (o zgrozo!) mówimy o tym, kto ile za kogo zapłacił. I padają przy tym takie kwoty, za które można by wyżywić przez kilka dni niejeden kraj. Cały kraj!
Biali panowie tłumaczą, że te pieniądze za transfery to ekwiwalent za wyszkolenie zawodnika. Bzdura! Jak się pracownik biurowy nauczy w jednej firmie obsługiwać kopiarkę, to nikt z jego drugiej pracy ekwiwalentu za to nie wypłaca! To może kara za zerwanie kontraktu? Niech ją zawodnik sam płaci, a wysokość niech ustala sąd (na pewno będzie niższa od tego co teraz płacą kluby), jak to jest w przypadku innych zawodów. Przecież piłkarze to też zawodowcy!
Żyjemy w strasznym świecie, gdzie dziennikarze zamiast o autentycznych wydarzeniach wolą mówić i pisać o wielkich pieniądzach, których nawet faktycznie nie ma (kwoty transferowe to tajemnica handlowa!). Podobno tego chcą ludzie, ale prawda jest taka, że ludzie chcą tego, co dają im media. Mnie byłoby wstyd pisać o czymś takim, wstyd przed tymi milionami, które nie mają co jeść. Czy można coś z tym zrobić? Można. Sugeruję taki tytuł artykułu: Klub xxx zapłacił Manchesterowi United za Cristiano Ronaldo 120 milionów euro, przez co z głodu umarło 120 tysięcy dzieci!
Życzę panu Ronaldo smacznego!
Przemysław Łonyszyn.