» Załóż konto | Zaloguj się:
Wtorek, 07.02.2012 | Imieniny: Ryszarda, Teodora, Wilhelminy
Szukaj w Google
Strona główna » Artykuły

28.01.2008

Zapomnieć przeszłość

Zobacz powiększenie
fot.

Tym razem mój felieton będzie swego rodzaju kompilacją najważniejszych wątków z artykułu, który ukazał się w miniony wtorek w hiszpańskim dzienniku „El Pais”, autorstwa Monicy Belazy. Dotyczy on ochrony naszych danych w internecie zgodnie z prawem obowiązującym w Hiszpanii. Przyczynkiem była decyzja Agencji Ochrony Danych, która ukarała firmę Google za naruszenie praw i dobrego imienia obywateli.
Każdy z nas popełnia błędy, głównie w młodości. Bójka w dyskotece, ognisko rozpalone w lesie, czy zakłócanie ciszy nocnej. Podobne wydarzenia mogą skończyć się wyrokiem sądowym (w Polsce wyrokiem sądu grodzkiego). Grzechy z przeszłości mogą potem ciągnąć się za człowiekiem nawet, jeśli po latach wymyśli lek na raka, albo dostanie pokojową nagrodę Nobla.
W Hiszpanii tego typu informacje muszą być publikowane w Biuletynie Publicznym, który dostępny jest także w formie elektronicznej w internecie. Co za tym idzie roboty wyszukiwarek mają doń dostęp i pokazują to w wynikach wyszukiwania. W tym momencie dostęp do naszej przeszłości mają osoby, którzy nie powinny wiedzieć o tym, np. koledzy z pracy, czy zawistni sąsiedzi. Wszyscy wiemy, w jakich czasach żyjemy. Dla wielu osób wiesze znaczenie ma, że ktoś 30 lat temu zażywał narkotyki, niż że teraz walczy skutecznie o prawa człowieka.
Wspomniana Agencja Ochrony Danych zakazała Google wykazywania tego typu zapisów w wynikach wyszukiwania, choć przedstawiciele firmy tłumaczyli się, iż dopóki takie dane funkcjonują w sieci, wykazywane będą, gdyż nie ma możliwości przeprogramowania robotów tak, aby je omijały. Decyzja agencji była wynikiem trzyletniej walki pewnego wicedyrektora szkoły, który lat temu wiele dostał mandat za... załatwianie czynności fizjologicznych na ulicy.
Czy stanowisko Temidy będzie identyczne w kolejnych, podobnych przypadkach? Autorka artykułu zadaje pytanie, co z ludźmi, którzy zostali skazani wyrokiem sądu pierwszej instancji, ale w drugiej zostali uniewinnieni? Może się zdarzyć, że w wynikach wyszukiwania zapis o wyroku skazującym znajdzie się na początku, a uniewinniający na końcu długiej listy. Przy pierwszym wpisie nie będzie żadnej wzmianki, że była apelacja i została uwzględniona. W wyrywkowym wyszukiwaniu przez wyszukiwarkę skazani jesteśmy na wątpliwą inteligencję robotów. Aż się prosi o katastrofę.
Google akceptuje logikę Agencji Ochrony Danych, ale zrzuca winę za taki stan rzeczy na osoby odpowiedzialne za publikowanie oficjalnych danych w sieci (osoby uprawnione i tak korzystają z tych zasobów zazwyczaj w tradycyjnej formie). Wystarczy zabezpieczyć je odpowiednio hasłami. Zasadnym wydaje się jednak pytanie, po co w ogóle udostępniać tego typu informacje w sieci? Jest to również pytanie o odpowiedzialność cywilną urzędnika, który przez zaniechanie doprowadził do naruszenia dóbr osobistych obywatela.
Czy w Polsce jesteśmy zagrożeni w podobnym stopniu? Czy np. informacje o etapie załatwienia naszego podania w magistracie są dostępne przez roboty Googla? A może wiedzą, ile punktów karnych uzbieraliśmy na drogach? Chętnie zapoznam się z waszymi opiniami na ten temat. Znających język Cervantesa odsyłam zaś do wspomnianego artykułu w „El Pais”, pt. „Google tendrá que olvidar tu pasado”. Znajduje się tam więcej wątków, których nie poruszyłem, by nie zanudzać.
Przemysław Łonyszyn.



 Zobacz pozostałe »

koperta Podyskutuj na forum | koperta Zaprenumeruj newsletter


ikona dodaj komentarzDodaj komentarz

Gość*
Użytkownik: (Wyloguj)
Treść*

* Pola obowiązkowe


ikona wasze komentarzeWasze komentarze

 » 31.01.2008 10:46 - Gerard Butler

masz literówkę pod koniec 3 akapitu w wyrazie , jak mniemam powinno być, "większe" Co do problemu poruszonego w felietonie , to masz racje. Nikt nie powinien znać błędów z naszej przeszłości.No chyba że od czasu do czasu ksiądz co byłoby nawet wskazane.


 » 01.02.2008 15:58 - Autor

Za literówkę dziękuję:) Przynajmniej wiem, że ktoś czyta z uwagą. Co do księdza to się nie zgodzę, wszak grzechy w konfesjonale są nam odpuszczane. No chyba, że...


 » 02.02.2008 12:41 - Simon

U nas oficjalnie w necie komornicy publikuja dane dluznikow wraz z kwotami naleznosci. Mozna na taka oficjalna liste trafic juz za 1 zł !! W wiekszosci ludzie nawet o tym nie wiedza ze winni sa jakies pianiadze. Wystarczylaby dobra wola komornikow i nie trzebabylo ogladac swojego nazwiska w sieci. Potrzebne sa moim zdaniem jakies uregulowania ktore ogranicza takie praktyki. Za glupie grosze mozna trafic na czarna liste i miec przez to w przyszlosci klopoty.


 » 29.02.2008 23:55 - :)

:) jestem z tobą:)







 
  Kontakt z redakcją | Polityka prywatności | ExclusiveNewsletter   Copyright © 2000-2008 Happy Art
Created by: MightyWorkshop.com