15.01.2008
Podatnik sponsorem rozpusty

fot. Przemysław Łonyszyn
Zapewne dziś, gdy czytacie te słowa, znana będzie decyzja w sprawie degradacji Zagłębia Lubin z polskiej piłkarskiej ekstraklasy. Od razu zaznaczam, że nie jest to tekst wyłącznie dla miłośników piłki nożnej, choć o sportową tematykę niewątpliwie zahaczał będzie. Chciałbym w kontekście klubu z Lubina poruszyć ważną kwestię, o której nie tak dawno mówili nie tylko politycy partii rządzącej. Chodzi o zakaz finansowania klubów sportowych przez spółki skarbu państwa. Spółki te, choć funkcjonują na rynkowych zasadach, to jednak gospodarują majątkiem całego narodu, każdego podatnika. Z jakiej więc racji poszczególni obywatele płacąc podatki mają finansować zawodników ot choćby takiego Zagłębia (choć to nie jedyny taki klub w Polsce)? Z drugiej jednak strony finansowanie gier zespołowych przez spółki skarbu państwa zapewniło rozwój klubom. Lubin kojarzy się z sukcesami w piłce nożnej i ręcznej, Bełchatów zaś słynie w środowisku siatkarskim.
Która opcja jest uzasadniona? Na pewno dobrze jest, jeśli zyski generowane przez spółki trafiają na potrzeby sportu, niż gdyby miały trafiać do kieszeni prezesów, czy rad nadzorczych. Poza sportem są jednak i inne dziedziny życia, jak na przykład służba zdrowia, gdzie te pieniądze mogłyby się przydać. Tyle tylko, że zyski nie są aż tak duże, żeby teraz nagle miały uzdrowić polskie lecznictwo. Sport może być sposobem na reklamę. Tylko czy taka promocja jest konieczna w przypadku firm będących praktycznie monopolistami na polskim rynku a występy „ich” klubów zagranicą chluby im nie przynoszą? Widać wyraźnie, że nie ma jednoznacznych argumentów i spokojnie można obronić tezę za i przeciw.
I tu przyszedł czas, aby artykuł spiąć w klamrę. Skoro prokuratura posiada podobno wiarygodne i mocne dowody na udział Zagłębia Lubin w procederze korupcyjnym, to rodzi się pytanie, skąd były na to pieniądze. Odpowiedź jest tylko jedna – z kasy KGHM, który jest spółką skarbu państwa, finansującego już od lat funkcjonowanie „miedziowego” klubu. Kwestią prokuratury i sędziów jest udowodnienie, czy działo się to za wiedzą i zgodą prezesów lub członków rady nadzorczej spółki, czy też nie. Fakt pozostaje faktem, że luksusy, w jakie opływał „Fryzjer” oraz liczne grono piłkarskich sędziów i obserwatorów, osiągnięte zostały dzięki państwowym pieniądzom. Mówiąc inaczej, nie wiem, czy wiesz czytelniku, ale za twoje pieniądze „panowie w czerni” opłacali swoje figle z kobietami lekkich obyczajów, alkohol i inne uciechy życia. Ja też płaciłem i płacę podatki i też mi nie jest z tym lekko. To tak na pocieszenie.
Cokolwiek by nie powiedzieli posłowie PiS, korupcji z życia publicznego wyeliminować się nie da, więc może jednak lepiej tak na wszelki wypadek, gdyby drugi „Fryzjer” miał się pojawić, odciąć przekupnych rozjemców od państwowego źródełka. Niech żyją z pieniędzy akcjonariuszy innych spółek, prywatnych, a najlepiej takich, których akcji nie mam. Tak dla pewności nie posiadam akcji żadnej spółki, więc... będzie mi wszystko jedno.
Przemysław Łonyszyn.
Zobacz pozostałe »
Dodaj komentarz