04.01.2008
Maturalna rzeź niewiniątek

fot.
Mamy nowy rok. Od Sylwestra minęło już dość czasu, aby doświadczyć, że świat przez tę jedną noc wcale się nie zmienił na lepsze. Wciąż jest wiele głupoty i krzywdy na świecie. Wciąż musimy się z tym zmagać. Znów wracamy więc w „Echu” do felietonów, gdzie choćby piórem będziemy próbowali pomóc z tą rzeczywistością się zmagać.
Zaczniemy od tych, którzy w niedługim czasie mają być przyszłością naszego narodu – przyszli maturzyści. Już straszy się młodych ludzi pogromem na maturze 2010, ponieważ matematyka będzie obowiązkowa, a uczniowie w liceach profilowanych i technikach kiepsko sobie z tym przedmiotem radzą.
Może i jestem staromodny, ale pamiętam bardzo dobrze czasy, gdy samo myślenie, że może nie być egzaminu z matematyki na maturze przypominało herezję. Ludzie zdawali i żyli. Może więc zamiast straszyć młodzież w mediach i nastawiać ich od razu anty wobec tego obowiązku, warto byłoby pomyśleć, co zrobić, żeby uczniowie wzięli się do roboty?
Systematyczne badania wykazują, że poziom wiedzy uczniów szkół ponadpodstawowych spada. Maturzyści sami więc będą sobie winni, jeśli rzeczywiście dojdzie do pogromu. Zastanawia mnie w tym kontekście, czy słowa wiceministra Marciniaka, że egzamin z matematyki będzie dostosowany do możliwości licealistów to wymówka polityczna, czy rzeczywista deklaracja. Traktowanie matury jako egzaminu, który praktycznie każdy (poza sporadycznymi wyjątkami) musi zdać, jest uwłaczające dla tych, którzy się pilnie przez wiele lat do tegoż wydarzenia przygotowywali. Ktoś kto ma pieniądze i maturę zdał na miernych może teraz łatwiej zdobyć wyższe wykształcenie, niż świetny i zdolny uczeń, który jest zbyt biedny, aby studiować. Selekcja na tym progu ułatwiłaby start do kariery naukowej wielu utalentowanym ludziom. Uczelnie musiałby zabiegać o studenta, a nie na odwrót.
Proszę mi wierzyć. Nie każdy musi mieć maturę! Naprawdę. Nie będzie przez to ani gorszym człowiekiem, ani gorszym obywatelem, bo nie świstek o tym świadczy. Społeczeństwo ze zbyt dużą liczbą wykształconych ludzi jest ułomne. Zaczyna brakować siły roboczej i to nie jest żadna dyskryminacja. Jeśli system prowadzi dobrą selekcję to wykształcenie robią ci, którzy zasługują a siłą roboczą stają się ci, którzy też sobie na to zasłużyli. Proste i sprawiedliwe.
I na koniec jeszcze małe wyjaśnienie. Proszę o nie głoszenie haseł, że matematyka nie wszystkim jest potrzebna, wiec po co ona na maturze. Owszem, jeśli ktoś zamierza dalej studiować, to ta matma będzie mu potrzebna. Zapraszam na zajęcia z logiki czy statystyki na jakichkolwiek tzw. kierunkach humanistycznych. Brak umiejętności analitycznego myślenia (nabywanych głównie podczas nauki przedmiotów ścisłych) niemal uniemożliwia poradzenie sobie z materiałem z tych przedmiotów. O architektach czy projektantach, którzy tangens kąta potrafią policzyć tylko w biurze na komputerze a nie na placu budowy, nie wspomnę. Kto wie, może za kilkanaście lat maturzyści będą uruchamiać komputer, aby do dwóch dodać dwa?
Przemysław Łonyszyn
Zobacz pozostałe »
Dodaj komentarz