29.11.2008
Tortury pluszaków w laboratorium

fot.
Zanim pluszowe maskotki, plastikowe laleczki czy kolorowe samochodziki trafią do dzieci, „bawią się” nimi naukowcy. W laboratoriach zabawki są zgniatane, rozrywane, uderzane ciężarkami, a nawet mielone. Wszystko po to, by sprawdzić, czy są bezpieczne. Co trzecia nie zdaje egzaminu.
Do badającego zabawki Laboratorium Inżynierii Materiałowej i Środowiska w gliwickim Komagu rocznie trafiają dziesiątki przeznaczonych dla dzieci produktów.
Testy, jakim poddawane są zabawki, pomyślane są tak, by były jak najbardziej zbliżone do naturalnych warunków. Specjalistyczne maszyny uderzają czy zgniatają lalki z taką siłą, z jaką może zrobić to dziecko, a jeździk uderza w laboratoryjny krawężnik tak, jakby kierował nim prawdziwy czterolatek. Pracownicy laboratorium odrywają też np. guziki ubrankom lalek czy oczka misiom.
Badanie misia, podobnie jak innych zabawek, zaczyna się od oceny oznakowania i ostrzeżeń umieszczonych na zabawce. Potem przychodzi czas na sprawdzenie wytrzymałości szwów i tego, z czego miś jest zrobiony. Chodzi o sprawdzenie, czy w przypadku rozerwania przytulanki nie pojawią się elementy, którymi dziecko może się skaleczyć, udławić czy zatruć. Trzeba też ocenić, czy np. oczka albo guziki misia nie mają zbyt ostrych krawędzi.
Pracownicy laboratorium przyznają, że średnio co trzecia zabawka nie przechodzi pomyślnie wszystkich testów. Plastikowe zawieszki na wózki czy łóżeczka szybko pękają pod wpływem zgniatania i wylatują z nich np. drobne kulki; w samochodzikach odpadają kółka, pozostawiając ostre metalowe pręty; niektóre zabawki pod wpływem uderzenia rozpadają się na elementy, które dziecko może zarówno połknąć, jak i poważnie się skaleczyć.
Groźne ftalany
Niebezpieczeństwa tkwią nie tylko w braku wytrzymałości czy złej jakości materiałów zabawek. Zagrożeniem dla dzieci może być też to, czego nie widać, np. stosowane w zabawkach materiały czy związki chemiczne. To także badane jest w gliwickim laboratorium. Żeby szczegółowo zbadać skład chemiczny, plastikowe zabawki są nawet mielone w specjalnej maszynie.
Rodzice nie są w stanie samodzielnie wykryć, że zabawka którą dziecko bierze do ust, zawiera szkodliwe składniki, w tym m.in. metale ciężkie i ftalany. Skutki mogą się objawiać, po czasie, w formie uczuleń i różnego rodzaju schorzeń.
Ftalany stosowane są m.in. w zabawkach elastycznych, takich jak gumowe figurki, części lalek, niektóre klocki czy gryzaki. Nagminnie zdarzają się przekroczenia ilości tych związków. Specjaliści z gliwickiego laboratorium odkryli je m.in. w gumowej kaczuszce do kąpieli i w gryzaku w kształcie księżyca. Z kolei w ubrankach misiów czy lalek często zbyt dużo jest tzw. barwników azowych, co może powodować u dzieci uczulenia.
Laboratorium bada też zabawki pod kątem migracji pierwiastków. Chodzi szczególnie o metale ciężkie, np. rtęć, ołów, kadm. W warunkach laboratoryjnych sprawdza się m.in. jak może na połknięty element zabawki podziałać sok żołądkowy dziecka. W laboratorium zdarzyło się wykryć przekroczoną wartość ołowiu np. w farbkach czy opakowaniu kredek świecowych.
Specjaliści namawiają, by wybierając zabawki na świąteczne prezenty zwracać uwagę nie tylko na ich cenę, ale przede wszystkim jakość i bezpieczeństwo użytkowania.
PAP
Źródło: tvp.info
Zobacz pozostałe »
Dodaj komentarz