27.12.2011
Filmowe przeboje i klapy 2011

fot. flickr.com/Alex [Fino] LA)
„Wymyk” Grega Zglińskiego, „Erratum” Marka Lechkiego i „Sala samobójców” Jana Komasy - te spośród polskich produkcji, które kinowe premiery miały w 2011 roku, krytycy i dziennikarze filmowi chwalą najbardziej.
Niskie oceny przyznali natomiast m.in. „1920 Bitwie Warszawskiej” Jerzego Hoffmana i komedii Przemysława Angermana „Wyjazd integracyjny”.
Łukasz Maciejewski, krytyk związany z magazynem „Film”, za najlepsze polskie filmy 2011 r. uważa: „Wymyk”, „Erratum”, „Daas” Adriana Panka oraz „Salę samobójców”. - „Wymyk” jest poruszającą historią na temat konfliktu sumienia. Greg Zgliński, jeden z ostatnich uczniów Krzysztofa Kieślowskiego, wydaje się kontynuować linię zarysowaną w ostatnich filmach mistrza - powiedział Łukasz Maciejewski.
O „Erratum” Maciejewski mówi z kolei: „To historia o próbie powrotu do dzieciństwa - powrotu, o którym większość z nas marzy, a który jednak nigdy nie jest możliwy - a zarazem piękna opowieść o miłości dziecka do rodzica, wielkiej, ale trudnej. O tym, jak trudno jest nieraz miłość zwerbalizować, gdy nie potrafimy powiedzieć wprost, że kogoś kochamy”.
Krytyk z magazynu „Kino”, Konrad J. Zarębski, tak jak Maciejewski wysokie noty przyznał „Wymykowi” i „Erratum”, które - razem z „Młynem i krzyżem” Lecha Majewskiego - zaliczył do grupy trzech filmów wybitnych w kinie polskim w 2011 r.
- „Młyn i krzyż” to najwyższej klasy eksperyment z pogranicza malarstwa i nowych mediów, wyprawa w głąb obrazu Petera Bruegla Droga na Kalwarię. „Erratum” jest kameralną opowieścią o relacjach między ojcem i synem, a jednocześnie dającym do myślenia rozrachunkiem pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków. „Wymyk”, film z autentycznie wybitną kreacją Roberta Więckiewicza, to natomiast refleksja na temat powszechnych lęków i presji współczesności na jednostkę - opisuje Zarębski.
Artur Cichmiński, dziennikarz filmowy związany z portalem Stopklatka.pl, najwyżej ocenia kolejno: „Salę samobójców”, „Wymyk”, „Erratum”, „Ki” Leszka Dawida oraz „80 milionów” i „Czarny czwartek”.
- Objawieniem roku była dla mnie „Sala samobójców”. Ten film wyłamał się z tendencji do prezentowania kina autorskiego w sposób ciężki. Komasa o bardzo poważnym dramacie młodego chłopaka opowiada językiem na wskroś współczesnym, atrakcyjnym dla widza - ocenił Cichmiński.
- Absolutnym rozczarowaniem była dla mnie natomiast „1920 Bitwa Warszawska - przyznał Cichmiński. - To film, na który wszyscy czekali, poprzedzony akcją marketingową, rozmachem przywodzącą na myśl styl hollywoodzki. Ostatecznie jednak z hollywoodzkiego stylu pozostał tylko ten rozmach marketingowy. Film ma słaby scenariusz, brakuje w nim wyrazistych bohaterów - ocenił dziennikarz Stopklatki.
Autor: gsad, dmilo;
Źródło: PAP
tvp.info
Zobacz pozostałe »
Dodaj komentarz