Muzyką eksperymentalną przez wielkie ‘E’ rozpoczął się tegoroczny festiwal Musica Genera. Oczekiwania wobec niego, z racji kolejnej już odsłony, były zapewne ogromne. Jak się mawia: apetyt rośnie w miarę jedzenia, jednak moim zdaniem już w tym momencie można stwierdzić, że organizatorzy stanęli na wysokości swojego zadania. Nie będę próbował tutaj zdefiniować muzyki eksperymentalnej gdyż do tej pory nikomu jednoznacznie nie udało się tego zrobić. Postaram się przybliżyć na tyle ile to możliwe, dzięki częściowo onomatopeicznemu opisowi pojęcie tego dźwiękowego nurtu. Współczesna muzyka eksperymentalna w pełnym tego słowa znaczeniu daleka jest od wszelkich eksperymentalnych dźwięków rocka czy elektroniki. Bardziej swoją formą przypomina jako taki performens przy użyciu różnego rodzaju elektronicznych urządzeń niż właściwy instrumentalny koncert. Wszelkie dźwięki, które z pozoru uważane są za uciążliwe, natrętne i męczące typu: bii, pii, tszz.. itp. stają się na moment kwintesencją muzycznego ozdobnika, estetycznym doznaniem które fascynuje. Ale czy aby na pewno chaotycznie na pozór zlepione szumy mogą zachwycać? Przekonać do tego mogli już pierwsi artyści festiwalu, którzy swoją inwencją powalili wszystkich na kolanach. Rafael Toral przy użyciu własnoręcznych konstrukcji potrafił ascetycznym brzmieniem wprawić w osłupienie całą publiczność. Mimo elementarnych szumów, z których składały się jego wykonania przemawiało przez niego naprawdę ogromne skupienie i ekspresja. Doskonale było widać ile do każdego z krótkich dźwięków dokłada własnych emocji. Kolejnych wykonawców, Carpetsa Curtins’a i Valerio Tricoli’ego charakteryzowały już bardziej urozmaicone odgłosy utrzymane jednak w chłodnym, industrialnym klimacie. Powstaje teraz pytanie: jak takie na pozór niechlujne dźwięki mogą być uważane za muzykę? Jest to sprawa zdecydowanie sporna. Jednak każdy z genialnych pionierów jakiejkolwiek znanej nam dziedziny uważany był początkowo za dziwaka. Geniusz jest trudny do zaakceptowania. Tym razem może być podobnie. Czas pokaże, czy to my byliśmy muzycznie upośledzeni czy może eksperymentalni wykonawcy wyprzedzali nas o dekadę.