Tym razem to nie my musimy fatygować się do najbliższej nam stolicy – Berlina – by zaobserwować aktualne poczynania tamtejszych niezależnych grup teatralnych. Za sprawą Teatru Kana, który jest organizatorem najświeższego projektu OFFenes BERLIN możemy podziwiać wybrane spektakle na rodzimych deskach. Zdecydowanie może okazać się to inspirującym doświadczeniem. Berlin, przecież uznawany za jedno z najbardziej malowniczych miasto europejskich stanowi ciekawą mieszankę etniczna. Taka rozmaitość charakterów, aż ocieka nowatorskimi pomysłami nacechowanymi nie tylko obcymi kulturami, lecz jak się okazuje w wypadku formacji schindelkilliusdutschke narodowymi symbolami. Symbolami, do których podchodzą z ogromnym dystansem, deklasując je do rangi czegoś pospolitego w bardzo udany sposób. Jednak i taka niecodzienna okazja nie przyciągnęła mieszkańców miasta, którzy zawiedli mierną wprost frekwencją. Barierę nie do przeskoczenia mogła stanowić różnica językowa? Przy kolejnym spotkaniu organizatorzy powinni zadbać o większą ilość materiałów przybliżających sztukę. Może taki impuls będzie stanowił zachętę dla tych bardziej apatycznych Szczecinian.
Grupa schindelkilliusdutschke przedstawiła spektakl „Mondflucht”, w którym z łatwością można było odnaleźć prawdziwe – muzyczne - korzenie aktorów. Dzięki ogromnej ekspresji, miejscami chaotycznych działań niczym ruch w bezwładnej przestrzeni zachowali dużą swobodę i autentyczność przekazu. Brak gruntownego wykształcenia dramatycznego może być w ich przypadku nawet atutem. Pozwala mimo profesjonalnego podejścia bawić się odegraną rolą, czerpiąc z niej garściami dziecięcą radość życia. Nawet językowa różnica, nie zatarła w ich przypadku lekkości przekazu. Jak przyznali sami aktorzy podczas spotkania, nie próbują rysować charakterów zamkniętych w sztywnych ramach, wiodącego tematu. Każdy z nas miał wybrać się w swoją wewnętrzną kosmiczną podróż, interpretując na własny, niepowtarzalny sposób zaobserwowaną symbolikę. Ruchome rekwizyty dodawały braku stabilizacji, lecz nie samego przekazy tylko poczucia ziemskiej grawitacji. Nadając zgrabną płynność, która dopełniała zauważone analogie. Muzyka oczywiście nie mogła stać w ich twórczości na peryferyjnym miejscu. Odegrała rolę spoiwa, czwartego aktora stanowiącego fundament scen, nadając logiczny sens całość. Budując napięcie nawet w stanie flegmatycznej nieważkości. Uświadamiała, to co nie zostało wypowiedziane. Przecież język, mimo swojej wielkiej mocy metaforyzacji jest narzędziem może nie tyle, co niedoskonałym, co ograniczonym naszą zdolnością percepcji. Czasami lepiej pozostawić niektóre rzeczy pół-słowem, pozwalając działać twórczej mocy wyobraźni wykraczającej znacznie poza to, co werbalnie wyrażalne. Schindelkilliusdutschke nie omieszkali z takiego zabiegu skorzystać. Porwali nas w kosmiczną podróż na peryferie własnej fantazji, ufundowaną niecodzienną intelektualna przygodą.