05.07.2007
Pozory mogą kłamać, ale mina nie!
![Zobacz powiększenie]()
fot.
Chciałbym wszystkich, którzy jeszcze nie wybrali się na trzecią część sympatycznego, zielonego ogra o imieniu Shrek. Ostrzec, wcale nie znaczy zniechęcić. Trzeba być jednak świadomym pewnych spraw, żeby nie poczuć się zawiedzionym, jak to było w przypadku wielu widzów. Już miny osób opuszczających salę kinową po seansie sugerowały, że coś jest nie tak. Jak to mówią „Pozory mogą kłamać, ale mina nie!”.
„Shrek Trzeci” jest filmem na poziomie całej masy radosnych rodzinnych kreskówek, których się ostatnio tyle namnożyło, że czasami trudno odróżnić dobre od złych, skoro wszystkie są jednakowe. Bohaterami są raz ryby, innym razem auta, a jeszcze innym pingwiny.
Z tej całej masy do tej pory wyróżniały się tylko dwie części przygód ogra i osła. „Shrek brylował świetnie opowiedzianą i mało schematyczną historią (nie sposób było odgadnąć, co się wydarzy w następnej scenie). Ponadto fantastycznie została przygotowana wersja polska pełna tzw. „poloników”.
„Shrek 2” to przede wszystkim ogromna dbałość o szczegóły zarówno animacyjne, jak i nazwijmy je scenograficzne. Do tego bardzo wartka akcja oraz poziom poczucia humoru autorów na niewiele mniejszym poziomie i można było pisać o udanym sequelu.
Trzecia część ustępuje poprzednim wyraźnie. Fabuła jest na poziomie oper mydlanych, na dodatek kilka wątków i kilka postaci wstawiono bez żadnego znaczenia dla akcji, ani dla humoru. Zupełnie brakuje gagów sytuacyjnych, a nieliczne salwy śmiechu wywołują jedynie zabawne powiedzonka od czasu do czasu. To pójście na łatwiznę, które wiedzieliśmy w innym „hicie” ostatnich dni, czyli trzeciej części „Piratów z Karaibów”.
W „Shreku Trzecim” nie było nic zaskakującego, pomysły czerpano masowo z innych opowieści znanych z dużego ekranu. Każda scena była przewidywalna do bólu, a akcja była mniej więcej tak wartka, jak w „Modzie na sukces”. Zabrakło także dbałości o detale, znanej z poprzedniej części, a o braku „poloników” to nie wspomnę.
Ale jest coś, co sprawia, że mimo tej ostrej, acz zasłużonej krytyki i tak większość pójdzie na ten film i słusznie. To ten przesympatyczny stwór, którego perypetie stały się nam tak bliskie, że nie potrafimy bez tego żyć, a jego słowa stają się mądrościami narodów. Bez wątpienia światowa kultura masowa nie może się już obejść bez… osła. No dobrze, to duże, zielone też jest fajne.
Zapraszam, ale nie nastawiajcie się na nic wielkiego, żeby nie wyjść z kina zawiedzonym.
Dodaj komentarz